Trailer...

Światowość wprost wychodzi nam z butów, więc w kwestii filmów robimy tak, jak podpatrzyliśmy gdzie indziej. Dajmy na to, w kinie. Otóż, zanim pokażą tam jakieś arcydzieło, to najpierw - przez miesiąc albo dwa - chodzi przed innymi filmami taka zajawka, zwana uczenie "trailerem". Powybierane są tam, bez większego sensu i spójności, najciekawsze ujęcia, do tego muzyczka - obowiązkowo musi być takie mocne "dup-dup" - i publika już nie może się doczekać całości. Aha, jeszcze lektor przesterowanym głosem buczy coś w rodzaju "Myłość - zdyrada - wojna..." - albo podobne. No, u nas akurat tego zabrakło.


Nie zabrakło za to oblizującego się ze smakiem Sławka, szczękającej z zimna Sabiny czy zapodającego na linie Tomka. A sam film? Wkrótce...

Komentarze